Na wielu blogach, forach i innych miejscach w sieci można przeczytać, że freelancerzy pracują cały czas i nie mają czasu na nic innego. Zdaniem wielu takie są realia rynku. Osobiście nie zgadzam się z taką opinią. To ile pracujemy zależy głównie od nas. Będąc freelancerem można w dość łatwy sposób dostosować czas pracy do swoich potrzeb i upodobań. Wystarczy tylko trzymać się kilku zasad.

Nie każde zlecenie trzeba brać

Specjaliści w swojej branży nie cierpią na brak zleceń, tylko na ich nadmiar. Wiele osób bierze na siebie wszystkie możliwe projekty. Jest to prosta droga do przepracowania. Przez pewien okres czasu nadmierna ilość jest oczywiście "do przeżycia" i sporo osób przechodzi taki okres w swoim życiu. Pytanie tylko czy warto tak funkcjonować przez dłuższy czas, np. latami?

Moim zdaniem nie. Prędzej, czy później odbije się na zdrowiu i część zarobionych pójdzie na lekarzy i leki. Poza tym praca to nie jedyny aspekt życia, w którym warto uczestniczyć. Miałem taki intensywny okres przez 2 lata, gdy łączyłem pracę ze studiami. Było to zamierzone i świadome, aczkolwiek wiem też już, że cały czas tak się nie da…

Żeby nie brać na siebie zbyt wiele pracy staram się selekcjonować zlecenia. Projekty, które z mojego punktu widzenia nie są atrakcyjne (finansowo, albo zakres prac jest poniżej moich ambicji) po prostu odrzucam. Zaoszczędzony czas wolę poświęcić na podnoszenie jakości, co w dłuższej perspektywie przełoży się na coraz ciekawsze projekty. Gdybym brał wszystkie drobne projekty stałbym w miejscu.

Wydajność!

Po selekcji zleceń można spokojnie zająć się pracą. Staram się, by poza przerwami pracować efektywnie. W godzinach pracy unikam Facebooka, YouTube, blogów i innych pochłaniaczy czasu. Mam otwarte tylko rzeczy niezbędne do wykonywania zlecenia. Zauważyłem, że największą wydajność mam z rana i staram się maksymalnie wykorzystać ten czas. Tak po 13-14 zajmuję się luźniejszymi rzeczami, jak np. pisanie tego artykułu :).

Po lekturze książki 4-godzinny tydzień pracy, którą gorąco polecam, pracuję nad ograniczeniem częstotliwości sprawdzania poczty. Dążę do tego, by sprawdzać pocztę i odpowiadać na maile maksymalnie 2 razy w ciągu dnia – po 10 i 14. 99% maili nie jest bardzo pilna i świat się nie zawali, gdy odpiszę po paru godzinach. Dzięki temu prostemu zabiegowi nie wybijam się co chwila z pracy.

Gdy organizm domaga się odpoczynku…

Każdy sam najlepiej wie, czy jest najwyższa pora na dzień wolny albo urlop. Jeżeli zdarzy się gorszy dzień i nie wiszą nad głową deadline’y (a nie będą wisieć przy braku nadmiaru pracy) nie ma sensu męczyć się i pracować z niemal zerową wydajnością. Lepiej odpocząć ten jeden dzień i podładować akumulatory.

U mnie przemęczenie pojawia się zazwyczaj tak po 6-7 miesiącach pracy bez większych przerw (poza weekendami). Mając już to na uwadze robię sobie wolne w okresie świątecznym oraz podczas wakacji.

Jedni potrzebują odpoczynku mniej, inni zaś więcej. Najlepiej słuchać swój organizm i dostosować pracę pod swoje możliwości :).

Na dzień dzisiejszy udaje mi się wykonać zaplanowane zadania pracując zazwyczaj przez 6-7 godzin dziennie (czasem zdarza się i ponad 8h, ale takie dni należą do rzadkości). Co ważne, mniejsza ilość godzin nie odbija się negatywnie pod względem finansowym. Oczywiście zawsze można zarabiać więcej, tylko pytanie jakim kosztem…

Co sądzisz o wpisie?

BeżnadziejnySłabyŚredniDobryBardzo dobry (Brak ocen, bądź pierwszy!)
Loading...

Komentarze z Facebooka

Komentarze do artykułu

  1. Freelance Mama
    Odpowiedz

    Mam takie samo zdanie! :) Wiadomo, są momenty, kiedy trzeba przycisnąć i brać wszystko, co dają. Ale jeśli można sobie już na to pozwolić, to lepiej odrzucać takie zlecenia, dla których szkoda marnować nerwy, zdrowie czy zarywać nocki.
    Do tego odpowiednia organizacja pracy i naprawdę można skrócić dzień pracy :) Kurcze, czaiłam się na tę książkę kilka razy, skoro polecasz, to może się skuszę… :D

    • Wolny strzelec Wolny strzelec
      Odpowiedz

      Książka pokazuje kilka fajnych praktyk, które można wykorzystać dla siebie. Mi najbardziej podoba się wspomniane w artykule ograniczenie sprawdzania poczty. Rocznie wymienia się setki maili (jak nie tysiące) i ile z nich było naprawdę pilnych i wymagało natychmiastowej reakcji? U mnie nawet nie przypominam sobie takiej sytuacji… A na ciągłe sprawdzanie poczty traci się sporo czasu.

Skomentuj